wtorek, 26 lipca 2016

#4 "Zanim się pojawiłeś" - recenzja książki


Tytuł: "Zanim się pojawiłeś"
Tytuł oryginału: "Me before you"
Cykl: "Zanim się pojawiłeś" (tom 1)
Autor: Jojo Moyes
Gatunek: literatura obyczajowa, romans
Liczba stron: 382
Wydawnictwo: Świat Książki



"Człowiek ma tylko jedno życie. I właściwie ma obowiązek wykorzystać je najlepiej, jak się da."




*Co robisz, jeśli chcesz uszczęśliwić osobę, którą kochasz, ale wiesz, że to złamie twoje serce?
Jest wiele rzeczy, które wie ekscentryczna dwudziestosześciolatka Lou Clark. Wie, ile kroków dzieli przystanek autobusowy od jej domu. Wie, że lubi pracować w kawiarni Bułka z Masłem i że chyba nie kocha swojego chłopaka Patricka. Lou nie wie jednak, że za chwilę straci pracę i zostanie opiekunką młodego, bogatego bankiera, którego losy całkowicie zmieniły się na skutek tragicznego zdarzenia sprzed dwóch lat.
Will Traynor wie, że wypadek motocyklowy odebrał mu chęć do życia. Wszystko wydaje mu się teraz błahe i pozbawione kolorów. Wie też, w jaki sposób to przerwać. Nie ma jednak pojęcia, że znajomość z Lou wywróci jego świat do góry nogami i odmieni ich oboje na zawsze.

*lubimyczytac.pl


Historia Lou i Willa jest jedną z najciekawszych, jakie do tej pory przeczytałam. Mówię tu o fabule, która jest naprawdę oryginalna, dopracowana z najmniejszymi szczegółami. Nie nazwałabym jej – jak to głoszą wszechobecne reklamy – najpiękniejszą historią miłosną ostatnich lat. Uważam, że sens tej książki jest głębszy i nie chodzi w niej tylko o miłość.

Główna bohaterka – Louisa, jest świetnie wykreowaną postacią. Taką zwykłą, naturalną, z którą łatwo się utożsamić. Normalna dwudziestokilkulatka, która ma specyficzną rodzinkę i niezbyt ciekawą sytuację finansową. Gdy traci pracę w kawiarni, szuka innej, aby wesprzeć rodziców, dziadka i młodszą siostrę z dzieckiem. Podobało mi się jej pozytywne podejście do świata, mimo że miała milion powodów, aby być smutną i załamaną. Dzięki znajomości z Willem zmienia się, zyskuje odwagę, dojrzewa. Przez całą książkę widzimy jej przemianę.

Will, nowy szef Lou, jest 35-latkiem, który od czasu wypadku porusza się na wózku inwalidzkim. Od tego tragicznego momentu zupełnie się zmienił. Z dawnego wesołego, przyjaznego biznesmana pozostał opryskliwy i nieprzyjemny mężczyzna, przykuty do wózka. Początkowo jego postać mnie irytowała, z czasem przekonałam się do niego. Mimo to nie rozumiałam jego podejścia do innych osób, dopiero Louisa trochę go zmieniła. Nie mogę powiedzieć, że rozumiem i pochwalam jego decyzję, bo tak nie jest. W każdym razie – nie do końca.

"-Wiesz, że raz wjechała tyłem w słupek i przysięgała, że to była wina słupka...
-Zobaczyłbyś, jak opuszcza rampę z wózkiem. Czasem wysiadanie z samochodu przypomina raczej Turniej Czterech Skoczni."

Postacie drugoplanowe dużo mniej przypadły mi do gustu. Wyjątkiem jest Nathan – prawdziwy przyjaciel i ogromne wsparcie dla Willa, ale i dla Lou. Państwo Traynor niesamowicie mnie irytowali, nie znalazłam w żadnym z nich niczego, za co mogłabym ich polubić. Ich stosunek do syna sprawiał, że chwilami miałam ochotę trzasnąć książką. Katrina – siostra Lou także mi się nie podobała. Na swój sposób były przyjaciółkami, ale przez cały czas towarzyszyło mi wrażenie, że Lou jest przez nią wykorzystywana. Kolejną postacią jest Patrick, chłopak Louisy. Zajmuje pierwsze miejsce w rankingu najgorszych postaci tej książki. Brak mi słów, aby opisać co czułam, patrząc na jego zachowanie. Na miejscu Lou już dawno zakończyłabym ten związek.

Autorka posłużyła się wieloma schematami, które tak często spotykamy we współczesnej literaturze. Mimo tego książka nie nudzi. Zakończenie jest dość przewidywalne, tym bardziej, jeśli ktoś zna tytuł drugiej części tej serii. Ja niestety, już przed przeczytaniem wiedziałam, jak historia się skończy, mimo to do końca miałam nadzieję na jakiś zwrot akcji. W przeciwieństwie do wielu osób, które mówią, że ostatnie 40 stron widziało jak przez szkło, oczywiście z powodu łez, ja popłakałam się tylko dwa razy – raz właśnie około czterdziestu stron przed końcem i drugi raz na epilogu. Trochę się tu zawiodłam, bo liczyłam na naprawdę dobry dramat, na którym cały czas będą płynąć łzy.

"Nie krytykuj czegoś, zanim nie spróbujesz."

Co do tematu książki – jak już pisałam, wydaje mi się, że miłość jest tu pobocznym wątkiem. Ważniejsza jest choroba i próba przywrócenia radości życia załamanej osobie. Dzięki tej historii można wczuć się w sytuację osób niepełnosprawnych, a także w sytuacje ich opiekunów, rodziny. Po tej lekturze zmieniło się moje spojrzenie na wiele spraw. Pokazuje nam ona, że człowiek, który jeździ na wózku, niekoniecznie jest zacofany czy niesprawny intelektualnie. Jest taki sam jak my, ma takie same myśli, czy marzenia.

Styl i język autorki są proste, łatwo się zorientować w fabule, nie ma jakichś niejasności czy niedomówień. Mimo, że książka jest dramatem, ja często się śmiałam, w większości dzięki Lou i jej małej nieporadności życiowej w niektórych sprawach.

Szczerze mówiąc, liczyłam na coś naprawdę mocnego i trochę się zawiodłam. Mimo to, powieść ma w sobie „to coś”, co sprawia, że trudno się od niej oderwać. Jestem zadowolona z tej książki i nie żałuję, że ją przeczytałam. Polecam :)

OCENA: 9/10

5 komentarzy:

  1. Na początku chciałem to przeczytać, lecz teraz jakoś mnie do niej nie ciągnie. :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Powoli zaczynam czytać książki obyczajowe, więc może kiedyś przeczytam, bo od czegoś trzeba rozpocząć, aby wiedzieć, jaka tematyka z tego gatunku mi najbardziej odpowiada ;)
    Pozdrawiam,
    AithneBlair.
    http://www.sekretny-trop.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przepadam za obyczajówkami/romansami - jednak "Zanim się pojawiłeś" było przyjemną lekturą :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominowałam Cię do Disney Book Tag! :)
    Pozdrawiam. xx
    http://maagia-ksiazek.blogspot.com/2016/08/disney-book-tag.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze to obejrzeniu filmu nie mam już ochoty na książkę, zakończenie jest bezsensowne, nie rozumiem zachwytów nad tą historią.
    Pozdrawiam, Yvaine
    http://castleona-cloud.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń