niedziela, 4 września 2016

#6 "Życie Pi" - recenzja książki



Tytuł: "Życie Pi"
Tytuł oryginału: "Life of Pi"
Autor: Yann Martel
Gatunek: literatura piękna
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Albatros



"Czas jest iluzją, która tylko wywołuje w nas lęk."





*Ranna zebra, orangutan, hiena cętkowana, szczur i tygrys bengalski… Taka menażeria to nie najlepsze towarzystwo w dryfującej po oceanie szalupie. Niestety szesnastoletni Pi Patel po zatonięciu japońskiego frachtowca, na pokładzie którego wraz z rodziną i zwierzętami z prowadzonego przez ojca zoo płynie z Indii do nowej ojczyzny, Kanady, nie ma żadnego wpływu na dobór towarzyszy niedoli. Grupa rozbitków, wśród których – poza orangutanem – Pi Patel jest jedynym dwunożnym stworzeniem, szybko się kurczy, aż pozostaje tylko on i tygrys. Odyseja przez Pacyfik staje się walką o życie – z żywiołem, głodem i, przede wszystkim, z olbrzymim kotem, z którym w bezpośredniej konfrontacji chłopiec nie miałby żadnych szans. By utrzymać zwierzę z dala od siebie, musi na niewielkiej powierzchni szalupy oznaczyć swoje terytorium i stać się osobnikiem alfa.
*lubimyczytac.pl


Jedna książka i dwie wersje tej samej historii.
Pierwsza – nieprawdopodobna i zaskakująca.
Druga – bardzo możliwa i wstrząsająca.
Obie zostawiły wyraźny ślad w mojej głowie i sercu.

Początkowo książka opowiada o życiu Pi Patela przed katastrofą. Od pierwszych stron trzymała mnie w napięciu. Życie chłopaka, nawet nie biorąc pod uwagę „przygody” na morzu, zawsze było ciekawe i miło się o nim czytało. Co mi się podobało najbardziej? Chyba to, że Pi z własnego wyboru był wyznawcą trzech religii. Dla większości osób jest to nienormalne. Mi natomiast wydało się bardzo oryginalne i ciekawe. Zastanawialiście się kiedyś, jak to by było połączyć islam, chrześcijaństwo i hinduizm, a przy tym wyznawać każdą z nich zupełnie niezależnie od pozostałych? Dowiedziałam się też bardzo dużo o ogrodach zoologicznych i spojrzałam na nie z innej perspektywy.
  
"(...) ogrody [zoologiczne] nie cieszą się dziś dobrą sławą. Podobnie jest z religią. W obu wypadkach zaszkodziły im pewne złudzenia co do istoty wolności."

Jednak prawdziwe emocje zaczynają się w momencie, gdy tonie statek i Pi zostaje (prawie) sam na środku oceanu. Podziwiam jego determinację i odwagę. Gdybym znalazła się sama w szalupie z dzikimi zwierzętami, myślę, że od razu wskoczyłabym do wody i się utopiła. Pi miał wolę przetrwania, choć początkowo był przerażony. (A kto by nie był, znajdując się sam na sam z zebrą, hieną, orangutanem i tygrysem bengalskim?) Jego pomysłowość i zaangażowanie sprawiały, że z zapartym tchem przewracałam kolejne kartki. Aż przykro było przewinąć tę ostatnią.

Zakończenie – po części smutne, ale w dużej mierze szczęśliwe – było idealnym zamknięciem tej historii. Historii bardzo nierzeczywistej. Nieraz podczas lektury mówiłam sobie: „To niemożliwe, nikt nie miałby szans przeżyć w takich warunkach.” Dlatego traktuję tę powieść, jakby była po części fantastyczną, choć napisana jest tak, że wydaje się naprawdę autentyczna.

Druga wersja opisana jest krótko, ale treściwie i dobitnie. Jest bardziej prawdopodobna i bardziej przerażająca. Wolę zostać przy pierwszej, nawet jeśli nie uważam jej za prawdziwą. Nie będę zdradzać szczegółów.

"Kiedy się wiele w życiu wycierpiało, każde dodatkowe cierpienie jest jednocześnie bólem i czymś nie do zniesienie, i błahostką."

Książka napisana jest dość prosto i przystępnie. Czyta się naprawdę bardzo szybko i przyjemnie. Jest też ładnie wydana, uwielbiam wszystkie wersje okładek. Nie znalazłam w niej żadnych zgrzytów.

Podsumowując – „Życie Pi” to genialna powieść, którą warto poznać. Zmienia sposób patrzenia na niektóre aspekty życia, a przy tym jest dobrą rozrywką. Mogę ją wszystkim szczerze polecić. I mimo, że obiecywałam sobie nie „szastać” tak tymi najwyższymi ocenami, to historia Pi naprawdę na nią zasługuje. (Ostatnio w ogóle czytam same świetne książki, stąd te wysokie oceny.)

OCENA: 10/10